Aparaty cyfrowe

Canon: aparaty fotograficzne będą produkowane przez roboty od 2015 roku

Karol Żebruń | Redaktor serwisu benchmark.pl
26 komentarzy Dyskutuj z nami

Czy inni pójdą za tym przykładem?

Robotyzacja linii produkcyjnych kojarzy się nam zazwyczaj z branżą samochodową, spożywczą i  … komputerową. Jednak aparaty fotograficzne składane wyłącznie przez maszyny? To brzmi trochę jak abstrakcja. Canon jednak nie zna tego słowa i buduje dwie w pełni zautomatyzowane fabryki aparatów i obiektywów. Ostatecznie chce we wszystkich swoich zakładach całkowicie zastapić ludzi robotami.

Aparaty fotograficzne i obiektywy to urządzenia precyzyjne. Wymagana jest tutaj najwyższa dokładność i brak jakichkolwiek pomyłek w trakcie montażu. Mimo to, produkcja fotograficzna nadal w pewnym stopniu polega na sile rąk ludzkich. Jednak nadchodzą zmiany.

Branża fotograficzna zdominowana jest przez firmy japońskie, które podobnie jak cała gospodarka tego kraju borykają się z problemem nie najlepszej kondycji lokalnej waluty. Aby zmniejszyć koszty funkcjonowania, niektórzy, jak Sony, posuwają się do masowych zwolnień. Prawie wszyscy decydują się również na przenosiny fabryk poza kraj Kwitnącej Wiśni, tam gdzie siła robocza jest tańsza.

Canon produkcja aparatów roboty ludzie
Części aparatu trzeba zaprojektować, a potem złożyć w całość. Ten drugi etap Canon chce całkowicie zautomatyzować.

Canon stara się zmniejszać koszty w inny sposób. Reprezentujący tę firmę Jun Missumi w wywiadzie udzielonym dziennikarce AP ujawnił plany automatyzacji produkcji sprzętu fotograficznego, co ma przynieść oszczędności. W Japonii powstaną do 2015 roku (choć dokładna data nie jest znana) dwie fabryki, w których pracę wykonywać będą wyłącznie roboty.

Konsekwencje takiego przedsięwzięcia są oczywiste. Roboty nie muszą spać, nie trzeba im budować kampusów, nie mają (na razie) związków zawodowych. Ale przecież ludzie także potrzebują pracy. Jeśli Canon powierzy część produkcji maszynom, to co zrobi z pracownikami? Jun Missumi zapewnia, że nie ma mowy o jakichkolwiek zwolnieniach. Pracownicy zostaną, elegancko ujmując, przesunięci na inny front robót i w razie potrzeby przekwalifikowani. Dla wielu obserwatorów rynku trudno będzie zaakceptować fakt, że nie ma mowy o choćby minimalnej redukcji ludzkiej siły roboczej - w końcu przecież mowa o oszczędnościach.

Decyzja Canona nie powinna zaskakiwać, gdyż jest konsekwencją realizowanej już od wielu lat polityki, która polega na coraz większej automatyzacji produkcji aparatów.

Canon EOS 5D Mark III projekt
Czy robot zaprojektowałby Canona EOS 5D Mark III?

Montaż aparatów przez roboty ma swoje dobre strony. Odpowiednio przygotowana linia montażowa zapewni bardzo wysoki standard wykonania. A to pozwoli uniknąć wpadek, o których od czasu do czasu słychać. Zwłaszcza po wprowadzeniu nowych modeli aparatów.

Profesor Akihito Sano z Instytutu Technologicznego w Nagoi zwraca uwagę, że automatyzacja produkcji nie oznacza wykluczenia ludzi z procesu tworzenia sprzętu fotograficznego. To naturalne, aparaty trzeba choćby zaprojektować, a ten etap ich powstawania nie został jeszcze opanowany przez roboty. Poza tym, czy robot kierowałby się zyskiem?
 

Więcej o fabrykach sprzętu elektronicznego:

Źródło: imaging-resource, Canon

Komentarze

26
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    hideo
    4
    trochę nie chce mi się wierzyć by wszyscy pracownicy zostali po takiej zamianie na roboty, i kolejne pytanie skoro produkty produkuje się dla ludzi by zarobić a ludzie zwolnieni nie będą mieli pracy i kasy to kto kupi owe aparaty?
  • avatar
    Konto usunięte
    3
    Wielu ludzi nadal nie rozumie, że w rzeczywistości robotyzacja nie zagraża poziomowi życia. W Dingolfing (BMW) pracuje kilka tysięcy robotów, oraz ponad 20000 ludzi, którzy są sprowadzani z całego powiatu autobusami. Często wykonują małpią robotę, ale nacjonlistyczne podejście Niemców do biznesu sprawia, że nawet te małpy na produkcji zarabiają więcej niż polscy inżynierzy. Całe 50000 miasteczko i okolice żyje z jednej fabryki zaledwie kilku modeli marki. Tymczasem tam gdzie pracują ludzie (już nie na długo ale wciąż taka Skoda w Mlada Bolesław), tam wprowadza się pośredników typu "manwork", gdzie człowiek dostaje ledwie 60% tego co pracownik zatrudniony bezpośrednio, bez żadnego ubezpieczenia i często bez uprawnień do pracy w pewnych warunkach - nie wspominam już o tym, że pośrednicy mają swoich ludzi wewnątrz, którzy są opłacani, by załatwiać im takie kontrakty. Usprawiedliwia się to cięciem kosztów, ale to gówno prawda, bo z jednej karoserii taka fabryka m kilka tysięcy euro zysku netto, a karoseria zjeżdża co minutę.
  • avatar
    Michur
    2
    Jak mi dadzą takiego pomocnika jak w "Ja robot" to nie ma sprawy jeśli no to szykuje się czarny scenariusz gdzie garstka ludzi rządzi światem a reszta nie ma co włożyć do garnka.
  • avatar
    1
    - ta maszyna zastępuje pięciu pracowników
    - a ilu ją obsługuje ?
    - sześciu
  • avatar
    hideo
    0
    trochę nie chce mi się wierzyć by wszyscy pracownicy zostali po takiej zamianie na roboty, i kolejne pytanie skoro produkty produkuje się dla ludzi by zarobić a ludzie zwolnieni nie będą mieli pracy i kasy to kto kupi owe aparaty?
  • avatar
    Konto usunięte
    0
    Myślisz że pracownicy takiej firmy przy ich zarobkach kupili by taki aparat ?
    Oni znajdą sobie części i złożą to u siebie w domu.
  • avatar
    Konto usunięte
    0
    I tu wychodzi pewien trend. Robotyzacja wytwórstwa w danym kraju pojawia się właśnie wtedy, gdy średni poziom wykształcenia jest wystarczająco wysoki. Z czasem redukuje się liczba ludzi zdolnych tylko do prostej pracy. Na tym polega rozwój. A w momencie, gdy ludzie zaczynają zrzędzić na brudną pracę (np. tak jak w UK) to albo zaczyna się wielkie przyjmowanie imigrantów, albo przenoszenie produkcji do tańszych krajów, albo właśnie robotyzacja. Najzdrowsza jest robotyzacja, bo wszystko zostaje na miejscu i nie ma problemu z żadnymi muzlimami czy innymi murzynami. Niemcy postawili na roboty - mało tego, postawili na własne roboty (nacjonalizm w biznesie). I dzięki temu mogą np. przejąć od Anglików produkcję mini, czy nawet rolce royce. My też moglibyśmy dużo eksportować, ale za bardzo daliśmy się omamić propagandzie polegającej na promowaniu rynku czysto usługowego, podczas gdy kolejne lata potwierdzają, że wydajny przemysł i własne, silne marki fizycznych produktów to podstawa. Z samych usług nie jesteśmy w stanie utrzymać korzystnego bilansu import/export.
  • avatar
    Konto usunięte
    0
    Trzeba zważyć na fakt, że postęp technologiczny wymusza na ludziach poniesienie coraz większego kosztu pracy potrzebnej do wejścia na rynek pracy i utrzymaniu się na nim. W obecnych czasach jest on tak wysoki, że część tych kosztów musi być subsydiowana w postaci funkcji socjalnych państwa np. darmowej edukacji. Koszty te jednak stale rosną, a finansowanie ich pochodzi z podatków. Państwa coraz bardziej się zadłużają. Lawinowo narastają problemy demograficzne (rosnące koszty wychowania dziecka), coraz trudniej dostać pracę (wysokie bezrobocie wśród młodych ludzi) - dyplom uczelni nie wystarczy już do podjęcia pracy, wymagane jest doświadczenie, kursy, a więc dodatkowe koszty.
  • avatar
    borat1979
    0
    Nie wróży to nic dobrego.
    Będzie jeszcze większa masówka i tandeta.