
Sztuczna inteligencja coraz śmielej wchodzi do świata gier, ale nie wszyscy gracze witają ją z entuzjazmem. CEO Razera w rozmowie z The Verge tłumaczy, gdzie AI ma sens, a gdzie staje się zagrożeniem dla jakości i kreatywności.
Sztuczna inteligencja jest dziś wykorzystywana w coraz większej liczbie obszarów naszego życia. Wspiera nas w pracy, edukacji, rozrywce, a także w procesach twórczych.
Jedną z branż, w której AI budzi szczególnie duże emocje, jest rynek gier wideo. Choć technologia ta rozwija się bardzo dynamicznie, podejście graczy do jej wykorzystania pozostaje niejednoznaczne. Jedni widzą w niej szansę na lepsze, bardziej dopracowane produkcje, inni obawiają się spadku jakości i utraty ludzkiej kreatywności. Do tej dyskusji odniósł się CEO Razera, Min-Liang Tan, w rozmowie z redakcją The Verge, przedstawiając swoją wizję przyszłości AI w grach. Niedawno firma zaprezentowała nawet swojego asystenta Razer Ava.
Niechęć graczy do AI ma swoje źródła
Tan przyznaje, że sceptycyzm graczy wobec sztucznej inteligencji jest zjawiskiem powszechnym i w dużej mierze uzasadnionym. Jego zdaniem problemem nie jest samo istnienie AI, lecz sposób, w jaki bywa ona wykorzystywana. W branży coraz częściej pojawiają się przykłady generatywnej treści niskiej jakości – uproszczonych assetów, powierzchownych dialogów czy projektów tworzonych masowo bez dbałości o detale. Tego typu produkcje szybko zyskały wśród graczy negatywną opinię, co przełożyło się na ogólną niechęć wobec hasła "AI w grach”.
CEO Razera podkreśla jednak, że gracze nie są przeciwni sztucznej inteligencji jako takiej. Sprzeciw budzi raczej sytuacja, w której AI próbuje zastępować ludzi odpowiedzialnych za kreatywną stronę gier. Według Tana to właśnie talent projektantów, artystów i scenarzystów decyduje o jakości i unikalności doświadczeń, a sztuczna inteligencja nie powinna ich wypierać. Zamiast tego powinna pełnić rolę narzędzia wspierającego, które usprawnia pracę i pozwala zespołom skupić się na tym, co najważniejsze.
Gdzie AI faktycznie ma sens
W swojej wizji Tan wskazuje, że najlepszym zastosowaniem AI w gamingu są obszary techniczne i pomocnicze, często niewidoczne bezpośrednio dla gracza. Chodzi między innymi o testowanie gier, wykrywanie błędów, analizę wydajności czy automatyzację żmudnych procesów związanych z produkcją. Dzięki temu gry mogą trafiać na rynek w lepszym stanie, z mniejszą liczbą problemów technicznych, a doświadczenie gracza realnie się poprawia.
Jednocześnie Tan wyraźnie dystansuje się od pomysłu gier tworzonych w całości przez generatywną sztuczną inteligencję. Jego zdaniem masowa automatyzacja kreatywności prowadzi do ujednolicenia treści i obniżenia jakości, co w dłuższej perspektywie szkodzi całej branży. AI wykorzystywane wyłącznie jako chwyt marketingowy, bez realnej wartości dla użytkownika, również nie znajduje w jego oczach uzasadnienia.
CEO Razera zwraca także uwagę na szerszy kontekst społeczny. Dla wielu graczy AI kojarzy się dziś z rosnącymi kosztami sprzętu, dodatkowymi subskrypcjami i kolejnymi próbami monetyzacji. Te obawy, jak podkreśla Tan, nie powinny być ignorowane. Zaufanie społeczności można odbudować jedynie poprzez rozsądne i odpowiedzialne wdrażanie technologii, które faktycznie przekłada się na lepsze gry.
Wizja przyszłości: człowiek i technologia
W wizji Min-Lianga Tana przyszłość AI w gamingu opiera się na współpracy człowieka z technologią, a nie na jej dominacji. Sztuczna inteligencja ma wspierać twórców, poprawiać jakość produkcji i pozostawać w tle, zamiast przejmować kontrolę nad procesem twórczym. Tylko takie podejście ma szansę zyskać akceptację graczy i realnie wpłynąć na rozwój branży.
Ostatecznie przekaz CEO Razera jest jasny: gracze nie odrzucają sztucznej inteligencji, lecz sprzeciwiają się złym grom tworzonym bez pasji i rzemiosła. Jeśli AI będzie używana jako narzędzie poprawiające jakość i wspierające ludzi, może stać się ważnym elementem przyszłości gier. Jeśli jednak zacznie zastępować kreatywność i doświadczenie twórców, spotka się z dalszym oporem społeczności.
Dajcie znać, co sądzicie o takim podejściu.
foto na wejście: Adobe Stock




Komentarze
3