Nauka

Lepiej nie ryzykować, gdy budżety nie są z gumy. Decyzja NASA w sprawie sondy Lucy

przeczytasz w 3 min.

Budżet NASA na 2023 rok nie zmalał w porównaniu z ubiegłym rokiem, ale wartość dofinansowania owszem, szczególnie, że plany były i w zasadzie są bardzo ambitne. Dlatego wszelkie decyzje dotyczące misji, trwających i planowanych, będą podejmowane z jeszcze większą ostrożnością.

Ostrożności nie zawadzi, szczególnie w przypadku programów kosmicznych, które wciąż są bardzo kosztowne i wymagają często lat przygotowań. Dlatego nie dziwi, że każda usterka w statku kosmicznym, łaziku, czy rakiecie, musi być dokładnie zanalizowana zanim podjęte zostaną jakiekolwiek środki zaradcze. Utrata misji, która kosztowała setki milionów dolarów, może zaboleć, a w czasie, gdy budżetów na kolejne nie przybywa, tym bardziej jest niewskazana.

Budżet NASA ostatecznie taki jak rok temu, a w praktyce jeszcze mniejszy

NASA początkowo otrzymała większy o niespełna 6% niż wcześniej budżet na rok 2023 (25,4 zamiast 24 miliardów dolarów), ale decyzje kongresu, który kontrolują obecnie republikanie, przywrócą go prawdopodobnie do poziomu z roku ubiegłego. To czyni wiele z planów NASA ryzykownymi, a nawet przyszłość programu Artemis nie jest pewna. Na mniejszych budżetach mogą ucierpieć już realizowane programy badawcze, szczególnie te, które weszły w fazę rozszerzoną. Są oczywiście misje priorytetowe i nie ma co się martwić o losy teleskopu Webb, łazików na Masie, ale też gdyby pojawiły się problemy z nimi związane, NASA będzie jeszcze ostrożniejsza niż kiedyś, podczas ich rozwiązywania.

Nieprzewidziane problemy sondy Lucy, z elementem wielokrotnie wypróbowanym

Sonda Lucy, która jest w trakcie bardzo długiej podróży do asteroid trojańskich na orbicie Jowisza, jest ambitnym, ale trochę pechowym projektem. Jeden z jej dwóch rozkładanych niczym wachlarz paneli słonecznych nie otworzył się po starcie w 2021 roku całkowicie (problemem stał się pas naciągający panel, jego zmniejszone napięcie uniemożliwiło zablokowanie panelu w otwartej pozycji).

Nieotwarte panele
Wizualizacja wyglądu sondy Lucy z nieotwartym w pełni jednym z dziesięciokątnych paneli słonecznych.

Takie panele to nie nowość, korzysta z takiej konstrukcji pojazd towarowy Cygnus, który wozi zaopatrzenie na MSK, korzystał z nich także lądownik InSight. On już zamilkł, ale wina nie leżała w konstrukcji paneli, a tym, że pył marsjański je pokrywający uniemożliwił ich efektywną pracę.

Sonda Lucy na razie bez problemów z zasilaniem, ale ryzyko istnieje

Sytuacja Lucy nie jest tak zła jak to wygląda na pierwszy rzut oka, ale ryzyko pozostaje. Nawet z nieotwartym w pełni jednym z paneli (otwarcie zablokowane jest na poziomie 98%), sonda dysponuje wystarczająco dużym zapasem generowanej energii, by wypełnić wszystkie cele misji bez konieczności wprowadzania (na razie środków zaradczych). Podobnego typu kłopot wystąpił w przypadku misji Galileo w latach 90. XX wieku. Tam jednak problem sprawiała nieotwarta w pełni antena do komunikacji z Ziemią. Nie wpływało to na zasilanie pojazdu, za to zmusiło do znaczącej zmiany przebiegu misji już na samym jej początku.

Kłopotem w przypadku sondy Lucy może stać się fakt, że nie otwarty w pełni panel w inny sposób ulega zużyciu, inaczej wpływa na stan całej sondy. Wystarczy sobie wyobrazić samochód, który jedzie z nieznacznie uszkodzoną oponą. Nie przebitą, więc nie ma problemu z ciśnieniem, ale uszkodzenie może doprowadzić w końcu do szybszego niż spodziewane jej zniszczenia. Takim samochodem trzeba kierować ostrożniej, unikać niekomfortowych tras.

Panel Lucy sonda
Tak wygląda panel słoneczny sondy Lucy. Powinien być odpowiednio napięty po rozłożeniu.

I podobnie w przypadku sondy Lucy, NASA musi uważać przy wykonywaniu manewrów. Teraz i w przyszłości, gdy rozpocznie się etap badania asteroid. Mimo iż kosmos wydaje się dużo bezpieczniejszym miejscem do podróżowania niż ziemskie wertepy.

NASA odkłada w czasie ewentualne próby pełnego otwarcia panelu słonecznego sondy Lucy

Najlepszym rozwiązaniem byłoby oczywiście pełne otwarcie i zablokowanie problematycznego panelu. Jednak dotychczasowe próby, podejmowane już od października 2021 roku, nie przyniosły efektu i NASA zdecydowała, że lepiej nie ryzykować na razie ewentualnym uszkodzeniem pojazdu. Sonda jest na razie na bezpiecznej trajektorii i lepiej zostawić ją tak jak jest. W świetle budżetu, który wcale nie rośnie mimo rosnących kosztów, i ryzyka (nie tylko wizerunkowego) jakie niesie porażka misji, nie ma co się dziwić takiej decyzji.

Sonda Lucy będzie lecieć wciąż z otwartym tylko w 98% jednym z paneli słonecznych. Ewentualne próby ponownego otwarcia w pełni, o ile okażą się konieczne, podjęte będą nie wcześniej niż pod koniec 2024 roku.

NASA oczywiście nie rezygnuje całkowicie z prób wyeliminowania problemu, ale odsuwa go na razie w czasie. Przynajmniej do końca 2024 roku, gdy sonda zbliży się do Ziemi, by w manewrze grawitacyjnym obrać odpowiednią trasę ku swojej pierwszej asteroidzie do zbadania. Najbliższe dwa lata pozwolą ocenić jak w rzeczywistości zachowuje się nieotwarty w pełni panel i czy warto podejmować wspomniane próby jego ponownego całkowitego otwarcia.

Źródło: spacenews, NASA, inf. własna

Komentarze

1
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    FranzMauser
    0
    I w taki piękny sposób ludzkość odcina ostatnią gałąź, która mogła by ją uratować. Po co badać kosmos, rozszerzać wiedzę i potencjalne technologie, no po co? Lepiej wyprodukować więcej broni, bezużytecznych "dóbr", powiększać majątki, a potem wszyscy grzecznie zawiną się do piachu.