
O ile smartwatche cieszą się popularnością i przyjęły się na rynku, tak technologie mierzące aktywności naszego organizmu na podstawie innych odczytów nie cieszą się taką popularnością. Uczeni z Maryland chcą, aby do codziennych pomiarów dołączyć nasze gazy jelitowe.
Flatulencja, czyli nadmierna emitowania z wnętrza organizmu gazów, wiąże się z zaburzeniami naturalnej pracy organizmu. Zwiększona częstotliwość może wynikać z braku odpowiedniej ilości błonnika w codziennej diecie oraz z niezdrowymi proporcjami niektórych składników. W efekcie może dochodzić do problemów z przewodem pokarmowym, a w dalszej konsekwencji zwiększa się ryzyko raka jelita grubego.
Aby dobrze zdiagnozować zaburzenia, niezbędne są badania jelit. Te mają z kolei to do siebie, że często są inwazyjne, jak w przypadku kolonoskopii. Badacze z Maryland chcą stworzyć platformę, która pomogłaby w regularnym gromadzeniu informacji o stanie naszego układu trawiennego.
Dla rozwinięcia wiedzy z tego tematu stworzyli badanie Human Flatus Atlas, które ma ustalić, jakie emisje gazów są prawidłowe, a kiedy mamy do czynienia z zagrożeniem układu trawiennego. Stworzyli do tego urządzenie pieszczotliwie nazywane “Fitbitem od bąków”.
Jak działa urządzenie do pomiaru emisji gazów?
Sercem operacji mierzących aktywność organizmu jest bezprzewodowy czujnik zbierający informacje o emisji wodoru. Umieszcza się go na zewnątrz bielizny, ale zanim naukowcy doszli do tej formy, pojawiło się 11 wcześniejszych iteracji. Sprzęt wymagał zaimplementowania niecodziennych baterii i niestandardowej ładowarki magnetycznej, do tego znacząco zmniejszono jego rozmiar, by rozwiązanie było wygodne i nie wpływało na badania.

Ze sprzętu można korzystać całą dobę, a jedynym ograniczeniem jest jazda na rowerze. Jako że czujnik nie jest wodoodporny, należy dbać o niego codziennie. Do czyszczenia wystarczą alkoholowe ściereczki. Zapotrzebowanie na to rozwiązanie jest spore. Początkowo miał on być rozesłany do 800 osób, ale badanie rozszerzono do 4000 uczestników, a badacze szykują nowe egzemplarze. Wszyscy dostarczają dane o swoich gazach do aplikacji Flatus Atlas.
Desperackie poszukiwanie danych może pomóc milionom ludzi
“Potrzebujemy desperacko zrozumieć, jaka jest podstawa wzorców ludzkiej emisji gazów” - przyznał Brantley Hall, główny badacz projektu na Uniwersytecie Maryland. Ciągły pomiar ma pomóc między innymi w zrozumieniu tego, dlaczego na ten sam posiłek dwie osoby mogą zareagować zupełnie inaczej.
Dla badaczy szczególnie ważne jest testowanie z wykorzystaniem pacjentów, gdyż gazy emitowane przez ludzi mają wysoki poziom wodoru - około 20 procent. Jak mówi Hall, to poziom zdecydowanie powyżej akceptowalnego w laboratorium. Naukowcy wykorzystują sztuczne maszyny oparte o manekiny pośladków do pomiarów, ale do codziennych pomiarów wolą badania osób cierpiących na gazy i wzdęcia.

Na razie dysproporcje w badaniach są spore. Jedni podczas pomiaru wypuszczają gaz zaledwie 4 razy dziennie, podczas gdy inni emitują go nawet 175 razy. Celem badania jest ustalenie, co powoduje wzdęcia i problemy, na które cierpi nawet 40 proc. Amerykanów.
Dalszy etap badań zakłada, że 3 proc. emitentów największych ilości gazu zostanie poddanych dalszym badaniom, w których uczeni przyjrzą się ich mikrobiomowi jelitowemu przez metodę sekwencjonowania, co może pomóc we wskazaniu bakterii wywołujących dolegliwości. Dla tych, którzy wypuszczają z siebie najmniej, naukowcy chcą wysłać wyróżnienie “Zen Digester”.
Źródło: Wall Street Journal





Komentarze
1