Gry

Grywalność - c.d.

Reszta jak to mówią, jest milczeniem, bo Via Domus zdaje się być kombinacją najbardziej frustrujących pomysłów na które można było wpaść w krótkim czasie. Gra sprowadza się właściwie do biegania w kółko i nie ma w tej niej nic, co mogłoby wciągnąć na dłużej, czy przyciągnąć do ekranu swoja oryginalnością. Twórcy zmuszają nas do ciągłego włóczenia się po dżungli i szukania kolejnych chorągiewek, czy współrzędnych, które doprowadzą nas z kolei do następnej nudnej lokacji. Problem nie istniałby gdyby po prostu umieszczono w grze jakąś sensowną mapę, albo któraś z postaci zostawiła Elliotowi szereg wytycznych, może wtedy uświadczylibyśmy jakiejś ciekawszej przygody, a nie liniowego przemieszczania się z punktu A do B. Zamiast tego jednak, musimy biegać po krzakach, unikając strzelających do nas przeciwników, czy przerażającego potwora i szukać kolejnych chorągiewek. Być może w oczach twórców jest to wystarczająca atrakcja by wypełnić całą grę, ale mnie tylko to irytowało.

Równie nieciekawym pomysłem są wędrówki przez jaskinie, w których Elliot ma do dyspozycji tylko słabo palącą się pochodnię, musi orientować się w kompletnej ciemności i w dodatku uważać na nadlatujące nietoperze, które mogą pozbawić go jedynego źródła światła światła. Całość byłaby nawet w miarę fajna, gdyby nie to, że jeśli zbyt długo pozostaniemy w ciemności ze zgaszoną pochodnią, to tajemniczy mrok pozbawi nas życia. Ciekawe, jakie logiczne uzasadnienie ma ten pomysł?

Kolejnym idiotycznym rozwiązaniem jest system handlu. Nie jest chyba zaskoczeniem, ze Sawyer prowadzi mały sklepik i jest gotowy wymienić kilka przydatnych przedmiotów na inne, równie przydatne dobra. Dziwnym jednak jest to, ze jedyną walutą na wyspie są kokosy, których znaleźć można w okolicy całkiem sporo. Twórcy gry stwierdzili chyba, że zakupienie pistoletu za kilkanaście owoców mango, dwa kokosy i trzy butelki wody jest rozsądnym wyjściem, ale dla mnie graniczyło to z głupotą. Na pewno przedmioty potrzebne Elliotowi można było zdobyć w jakiś inny, bardziej satysfakcjonujący sposób, niż poprzez bieganie po piasku i zbieranie kokosów. W końcu w okolicy jest pełno stacji Dharma, gdzie przechowywana jest masa skarbów. Taki element przetrwania, na pewno wzbogaciłby rozgrywkę.

Ostatnia rzecz to sterowanie, które w świetle tak wielu innych wad, trochę już przestaje dziwić. Elliot miał tendencje reagować na wydawane komendy z lekkim opóźnieniem, co w niektórych przypadkach po prostu kończyło się śmiercią.


Podsumowanie

Niestety, zgodnie z moimi obawami, gra Lost: Via Domus okazała się produkcją wydaną tylko po to, by zarobić jeszcze więcej pieniędzy na popularności znanego serialu. Fani pierwowzoru być może znajdą tutaj coś, co ich zainteresuje znane postacie, czy kilka ciekawych lokacji. Dla mnie jednak gra wydaje się stratą czasu i gigantycznym rozczarowaniem.

Gra nie wnosi nic nowego do serii, w żaden sposób nie porywa, a różne zawarte w niej pomysły zamiast uprzyjemniać zabawę, po prostu ją uprzykrzają. Zdecydowanie nie polecam grania w Lost: Via Domus osobom, które mają słabe nerwy, bo wystawione będą one na próbę niemal przy każdej okazji.

Moja konfiguracja testowa

  • Procesor: AMD Athlon 64 X2 6000+ (2x3.0GHz)
  • Pamięć: 4x 1GB DDR2 800
  • Karta graficzna: nVidia GeForce 8800 GTS 320MB
  • System operacyjny: Windows XP
Moja ocena:
 
Grafika:
3
Muzyka:
2
Grywalność:
3
Ogólna ocena:
3

Komentarze

0
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.

    Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!