• benchmark.pl
  • Foto
  • Czy wiedziałeś, że fotografia to sztuka znikania? Zobacz co to oznacza
Foto

Czy wiedziałeś, że fotografia to sztuka znikania? Zobacz co to oznacza

z dnia
Karol Żebruń | Redaktor serwisu benchmark.pl
1 komentarz Dyskutuj z nami

Fotografowanie to bardzo przyjemna rzecz, niezależnie od tego jakim sprzętem to robimy. Jak jednak się do niego zabrać? Z rumorem i ogłaszając wszem i wobec, że robimy zdjęcia, czy może spokojnie, próbując... zniknąć z otoczenia.

Dziewiętnastego sierpnia miał miejsce tradycyjny Światowy Dzień Fotografii. Tym razem nie będziemy przypominać Wam jak co roku historii tej jakże przydatnej sztuki, zjawiska czy też technologii, której początki sięgają pierwszej połowy XIX wieku.

Nie będę też przekonywał Was, że dziś fotografia smartfonowa to już coś pełnoprawnego, a dobrym telefonem można wykonać rewelacyjne zdjęcia. Każda recenzja telefonu jest tego dobitnym dowodem. Nie będziemy też wnikać w arkana fotografii, bo ten krótki tekst zamieniłby się w długi poradnik pełen ciekawych spostrzeżeń.

Jerzyk karmi młode
Szpak karmi młode (Nikon)

Za to spróbuję Was przekonać, że fotografia, z którą mniejszy lub większy kontakt miał chyba każdy z nas, jest oryginalną sztuką znikania. Zapytacie się jak to?, przecież fotograf musi być wszędzie i zawsze, na posterunku, by uchwycić najważniejsze momenty różnych wydarzeń, pokazać ciekawie akcję, czy to w sporcie czy w domowym zaciszu. Jakże taki fotograf może być niewidoczny.

Jak to? Fotograf ma zniknąć

Otóż nie chodzi tu o znikanie w dosłownym tego słowa znaczeniu, a o umiejętność wtapiania się w otoczenie i nie zwracania na siebie uwagi jako fotograf. To umiejętność bardzo przydatna w fotografii reporterskiej. Wtedy fotograf nie tylko stara się nie ingerować w przebieg wydarzeń, ale czasem stać ich częścią. Jeden z moich znajomych, który para się tak zwaną fotografią uliczną, wykonuje zdjęcia znienacka, ale często stara się też nawiązać relacje z ludźmi, których fotografuje.

Lis na drodze
Lis był tak samo zaskoczony jak fotograf (Nikon)

Wydałoby się, że w ten sposób rujnuje to co chce fotografować, spontaniczność akcji, ale efekty potrafią być zgoła odmienne. Fotograf przyrody powinien jednak postępować odmiennie - stać się nieobecny.

Znikanie, czyli konieczna strategia podczas fotografowania zwierząt

Wyposażenie się w przyzwoity sprzęt jak na przykład Olympus OM-D E-M1 Mark III z obiektywem Olympus M.Zuiko Digital ED 100-400 mm f/5.0-6.3 IS, którym wykonana została większość zdjęć do tego tekstu, to nie wszystko. Część zdjęć powstała z pomocą Nikona D750 z obiektywem Nikkor 70-200mm f/2.8G ED VR II plus telekonwerter 2x, który po uwzględnieniu rozmiaru sensora ma podobny potencjał zbliżenia co powyższy Olympus.

W końcu jesteśmy obcym elementem w środowisku. Obcym i niebezpiecznym. A w każdym razie każde ze stworzeń jest o tym święcie przekonane i na wszelki wypadek samo… znika. Zniknięcie nie musi jednak wcale oznaczać fizycznej nieobecności. To po prostu wtopienie się w otoczenie, brak ruchu, brak dźwięku i często brak zapachu. Dzikie zwierzątko (o ile faktyczne nie uciekło daleko od zagrożenia) zwykle siedzi cichutko jak mysz pod miotłą udając, że go nie ma.

Taka taktyka sprawdza się również wobec drapieżników – na przykład małe sarenki prawie nie wydzielają zapachu, co je zabezpiecza przed drapieżnikami. Dlatego tak ważne jest, by nie dotykać napotkanych młodych zwierząt i nie przekazywać im swego zapachu. Bo nie dość, że obca woń będzie płoszyła rodziców, to o dziwo może przyciągnąć drapieżnego wroga.

Zaskroniec
Zaskroniec szuka posiłku. Potencjalny posiłek na pierwszym planie (Olympus)

Konsumpcja żaby
I po żabie. Jak on to wszystko w sobie zmieścił? (Olympus)

Cisza i cierpliwość to postawa, jeśli chcemy coś zobaczyć. Spróbujmy przez dłuższą chwilę się nie ruszać, a z pewnością pojawią się dźwięki, których wcześniej nie słyszeliśmy. To spłoszona wcześniejszym hałasem przyroda wraca do przerwanych na chwilę czynności. I nagle okaże się, że obok na krzewie siedzi ptak, o którym nie mieliśmy pojęcia! Z zarośli wyjdzie lis, by podążyć swoją drogą. Tuż obok zapoluje na żabę zaskroniec.

Dokumentowanie przyrody wymaga nie lada cierpliwości. Nie wystarczy pójść na spacer i liczyć na szczęśliwy traf. To są niejednokrotnie długie minuty, a nawet godziny oczekiwania. Fotograf musi być też dobrym obserwatorem, być spostrzegawczy, mieć dobry wzrok i słuch. Na trop naprowadzi nas szelest, podejrzane drgnięcie gałązki czy kępki trawy (inne niż w momencie powiewu wiatru). A także wyróżniający się kolor między drzewami (np. ruda sierść sarny) czy ruch uchwycony nawet kątem oka.

Dzwoniec
To jest dzwoniec. Przyleciał napić się wody (Olympus)

Obserwując przez dłuższy czas otoczenie zauważymy, gdzie najłatwiej spotkać dane zwierzę, które chcemy sfotografować. Dobrym miejscem może być na przykład oczko wodne, które stanowi chętnie odwiedzany wodopój. Zwłaszcza w okresie suszy wokół źródła wody skupia się życie wielu stworzeń, nie tylko wodnych. Nie możemy jednak odstraszać spragnionych gości naszą obecnością - musimy zniknąć.

Jak najlepiej stać się niewidocznym? Przyczaić się w wygodnej pozycji (będziemy w niej tkwić przed dłuższy czas) i przede wszystkim nie wykonywać gwałtowanych ruchów. Nie hałasować, nie rozmawiać i nie szeleścić. Najlepiej ukryć się w cieniu, aby odblaski na naszych ubraniach czy skórze nie zwracały uwagi. W słońcu będziemy się też bardziej pocić, a to oznacza wytwarzanie mocniejszej woni, wyczuwalnej przez wiele zwierząt, dla których będziemy widoczni jak na tacy (ptakom woń jednak nie przeszkadza, bo mają słabo rozwinięty zmysł węchu). Z tego samego powodu nie powinniśmy używać pachnących kosmetyków.


I jeszcze raz żaba (Olympus)

Bezwonny środek przeciwko komarom będzie świetnym rozwiązaniem. Siedząc wśród roślinności będziemy narażeni na ukąszenia natrętów, a dzięki dobremu repelentowi nie tylko unikniemy swędzących kłopotów, ale też nie będziemy bezwolnie wykonywać gwałtownych ruchów, opędzając się przed intruzami. Jeśli polujemy na modela o wrażliwym węchu, to najlepiej usiąść pod wiatr. No i warto jednak ubrać się w barwy maskujące, na przykład kolory ziemi.

Potem wystarczy już tylko poczekać, mając aparat w gotowości…. Najlepiej z teleobiektywem (bo z daleka będziemy bardziej niewidoczni). I - jeśli to możliwe - wyciszonymi odgłosami migawki. W przypadku fotografowania bezlusterkowcem, takim jak Olympus, możemy łatwo wyłączyć wszelkie dźwięki. Lustrzanka niestety z konieczności wytwarza zwykle dość głośny odgłos kłapnięcia lustrem.

Mazurek
Ciekawski mazurek wręcz będzie prosił się o zdjęcie (Nikon)

Łozówka
Za to sfotografowanie cierniówki to już nie lada wyzwanie (Olympus)

Do tego najlepiej ustawić tryb seryjny fotografowania (by mieć gwarancję nieporuszonego ujęcia i dobrej pozycji obiektu), a jeśli mamy do czynienia z ruchliwym obiektem – warto zastosować tryb ciągły AF ze śledzeniem. Oczywiście wiele zależy od sytuacji i fotografowanego motywu. Czasem lepiej ustawić szerokie pole AF złożone z kilku punktów autofokusa (np. gdy próbujemy złapać ptaka na niebie). W innym przypadku bardziej sprawdzi się punktowy AF (np. gdy stworzenie znajduje się na tle, które może być mylnie zinterpretowane jako ważny motyw).

Jeśli między nami a zwierzęciem jest dużo gałązek, liści czy traw, to warto wspomóc się MF i ręcznie skorygować ostrość (jest to możliwe także w połączeniu z AF). Aby obiektyw szybciej zogniskował się na wybrany motyw, warto ograniczyć zakres ostrzenia, na przykład w przypadku obiektywu Olympusa mamy do dyspozycji trzy ustawienia - bez ograniczenia zakresu, zakres od 1,3m do 6m oraz od 6m do nieskończoności. Ponieważ większość naszych dzikich modeli będzie się znajdować prawdopodobnie w odległości powyżej 6 metrów, to warto wybrać ostatnie ustawienie.

Gołębie
Niektóre zdjęcia nie wymagają krycia się, ale cierpliwe wyczekiwanie na kadr zawsze jest w cenie (Olympus)

Aparat należy używać, a nie analizować czy był dobrym zakupem

Nie bez powodu nawiązuję w tym tekście do marki Olympus. Ma ona za sobą bogatą i ciekawą 100 letnią historię, jest jednym z twórców systemu mikro Cztery Trzecie, a także dla wielu osób producentem bardzo dobrych aparatów, które sprawdzają się w fotografii podróżniczej i wakacyjnej. A Olympus OM-D E-M1 Mark III w naszych rękach akurat znalazł się przy okazji sprawdzania najnowszego teleobiektywu tej marki.

O tym, czy system mikro Cztery Trzecie wciąż ma sens, można by dyskutować, bo znacznie mniejsza niż pełna klatka matryca pomimo szczerych chęci producenta oznacza gorsze osiągi w fotografii przy słabym oświetleniu. A teleobiektyw, który ma jasność f/5-6.3, wymaga jednak stosowania wysokich wartości ISO nawet za dnia, gdy chcemy uchwycić akcję. Teoretycznie Nikon D750 z obiektywem 70-200mm f2.8 i telekonwerterem 2x daje światło f/5,6 przy ogniskowych 140-400 mm. Jako, że jest to pełna klatka pozwala osiągnąć co najmniej to samo co Olympus. Lecz jest to sporo cięższy zestaw i trzeba zadać sobie pytanie, czy jesteśmy w stanie to zaakceptować.

Na czatach z Olympusem
Na czatach z Olympusem, co prawda nie w ochronnej odzieży, ale w taki upał trudno byłoby wytrzymać w ukryciu

A Olympus taki jak OM-D E-M1 Mark III to wciąż dla fotografa przyrody bardzo lekki sprzęt. Komplet obiektyw + aparat + akumulator waży mniej więcej tyle co półtoralitrowa butelka wody (w Nikonie to waga samego teleobiektywu bez konwertera). I jeśli już takim dysponujemy to nie traćmy czasu na rozważanie czy okazał się dobrym zakupem w kategorii jakość-cena. Dopóki nie ruszycie w teren, nie wykonacie choćby garści zdjęć, które wymagają zaangażowania większego niż wycelowanie w modela (w ZOO to bardzo proste), nie będziecie w stanie ocenić ile tracicie lub zyskujecie.

Konkurs Olympus, w którym możecie wygrać OM-D E-M10 Mark IV

Powodem nawiązania do Olympusa jest też konkurs, który na swoich mediach społecznościowych ogłosiła ta marka z okazji Światowego Dnia Fotografii. Konkurs potrwa do 25 sierpnia (wszelkie szczegóły znajdziecie na facebookowym fanpage OlympusPolska). W skrócie chodzi o wskazanie za pomocą zdjęcia i krótkiego uzasadnienia, swojej ulubionej dziedziny fotografii. Główną nagrodą jest aparat bezlusterkowy OM-D E-M10 Mark IV, który w połowie sierpnia trafił na sklepowe półki.

Źródło: inf. własna, Olympus, fot: Alicja Żebruń, Karol Żebruń

Więcej na tematy fotograficzne:

Komentarze

1
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Dodaj
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    kabanosek
    Wiadomo i tak że xiaomi robi lepsze zdjęcia.
    -3