• benchmark.pl
  • Ciekawostki
  • Wyprawka szkolna 2.0? Dlaczego piórnik i podręczniki to tylko początek szkolnych wydatków?
Wyprawka szkolna 2.0? Dlaczego piórnik i podręczniki to tylko początek szkolnych wydatków?
Ciekawostki

Wyprawka szkolna 2.0? Dlaczego piórnik i podręczniki to tylko początek szkolnych wydatków?

przeczytasz w 5 min.

Wyprawka szkolna to już nie plecak, piórnik i zeszyty - do nauki potrzebne są teraz narzędzia cyfrowe - laptop, dostęp do internetu… No właśnie, jakich inwestycji wymaga nowoczesna nauka i… dlaczego?

Czym była dawniej szkolna wyprawka? Zaczynała się od długopisu, no może dwóch, ołówka w parze z temperówką, plecaka i zeszytów, a kończyła na podręcznikach - i to często używanych! Dziś, choć owszem, ciągle zeszyt się przydaje, a że w zeszycie czymś trzeba pisać, to i ten długopis ma sens, ale do listy wydatków klasycznych, powiedzieć można tradycyjnych, doszły te nowe - powiedzmy cyfrowe. Zastanówmy się zatem, co dziś stanowi wyprawkę 2.0 i dlaczego nic na to nie poradzimy?

Koniec ery dinozaurów

Czasy się zmieniły! Takimi oto słowami można opisać cyfrową rewolucję, która wpłynęła, a w zasadzie to wpływa na szkolnictwo od lat. Powodów jest wiele, a jak byśmy stworzyli ich roboczą listę, to każdy mógłby w sumie dopisywać nowe i najpewniej te autorskie powody byłyby tak samo zasadne, jak te pochodzące z redaktorskiego namaszczenia. Innymi słowy, nie ma co dywagować, trzeba przyjąć wprost, że dziś plecak, piórnik, zeszyty, podręczniki i pudełko na drugie śniadanie to jedynie początek wydatków na szkolną wyprawkę. 

Stara szkoła

Dziś do listy szkolnych wydatków doliczyć trzeba smartfona (no bo inni mają, no bo Instagram czy inny TikTok, no bo Pani coś wysyła mailem - każdy argument jest dobry), laptopa (tu akurat nie ma co prać brudów, bo bez komputera, jak bez ręki i basta), stałe łącze internetowe - aby szybkie!, kamerkę internetową - jeśli komputer stacjonarny wystarczy, tablet - to opcja dla tych, którzy ewidentnie mają za dużo pieniędzy (sformułowanie użyte celowo, bo choć sam gardzę stwierdzeniem, że ktoś może mieć za dużo pieniędzy (jak zarobił, to ma i nikomu nic do tego), to jednak w niezobowiązujących rozmowach ten quasi argument pada wcale często!) Ot, oficjalny koniec ery dinozaurów, tylko tym razem z powierzchni ziemi zmiótł nas postęp technologiczny, a nie kawałek kosmicznej skały.

Masowe wymieranie dinozaurów ery analogowej to dla mnie codzienność, ale jakoś nauczyłem się z tym żyć. To znaczy, nie umiem w social media, nie lubię TikToków i nie mam tabletu, ale umówmy się - całe dobrodziejstwo ery informacyjnej ocenić można zasadniczo pozytywnie. Ot, wszystkim nam żyje się wygodniej i tyle. Niemniej, nostalgia i tęsknota do czasów, kiedy wszystko się notowało (nawet na studiach!) w zeszytach czy notatnikach i kserowało, co było do skserowania, czasem mnie dopadają.

Czas na nauczanie zdalne?

Hmm, no nie. Nie dajmy się zwariować, pandemiczny eksperyment z nauczaniem zdalnym nie utrzyma się na dłużej i kiedy tylko względnie uporamy się z wirusowym zagrożeniem, wrócimy do stacjonarnej normalności. Pytanie tylko, kiedy to będzie? Póki co pożyjemy jeszcze pewnie przez czas jakiś w stanie hybrydowym, a młodzież miast i wsi w wieku szkolnym w stanie nauczania hybrydowego. A do takiego nauczania to potrzebna jest już wyprawka 2.0 jak nic!

Co warto zaznaczyć, koronawirus i nauczanie zdalne nie są w żadnej mierze katalizatorami digitalizacji nauczania! Wspieranie procesów edukacyjnych nowymi technologiami obserwujemy od lat - zaczęło się od prezentacji w PowerPoincie, a dziś ma oblicze nauczania zdalnego i odbywania lekcji po sieci. Pandemia wspomogła ten proces, wymusiła niejako wyposażenie dzieci w sprzęt do uczęszczania na lekcje w trybie zdalnym, ale sama z siebie trendu nie wymyśliła. Rzuciła za to nowe światło na zjawisko, z którym walczyć powinni miłościwie nam panujący - na cyfrowe wykluczenie!

Chcąc uczestniczyć w lekcjach zdalnych trzeba mieć komputer oraz internet, a do tego kamerkę internetową. I mnóstwo (naprawdę mnóstwo!) gospodarstw domowych musiało się w takowe wyposażyć, co może szokować mieszkańców wielkich miast, którym w głowach nie mieści się fakt, że ktoś może komputera i internetowego łącza w domu nie mieć! Tak czy inaczej, choć rządzący zapowiadają, że dzieci normalnie wrócą do szkół (co pewnie się jeszcze z 15 razy zmieni, bo co konferencja to nowe, a przy tym niezwykle odkrywcze wynurzenia dotyczące walki z wirusem), to jednak na uczestnictwo w lekcjach online dzieciaki przygotowane być muszą. I bardzo dobrze!

Rzecz jasna, nie bardzo dobrze, bo jestem jakimś zwolennikiem nauki z poziomu ekranu monitora - umówmy się, że taka to nauka, jak z koziego kupra trąba, ale bardzo dobrze, bo przymus ten w jakimś stopniu stanie się katalizatorem walki z cyfrowym wykluczeniem. A społeczeństwo bez dostępu do sieci to nie tylko społeczeństwo rzadziej pytające i rzadziej mówiące “sprawdzam”, ale społeczeństwo nierówne! Innymi słowy, choć to stanowisko trąca mocnym determinizmem - dostęp do sieci i komputer do nauki to wyrównywanie szans między uczniami z takiej choćby Warszawy i uczniami z Ustrzyk Dolnych. Coś, na to rządzący powinni łożyć hajs łopatami, bo edukacja dzieciaków to lepsza przyszłość dla nas wszystkich! Kto myśli inaczej, ten trąba i tyle. 

Trochę merytoryki, ale nie za dużo!

Zastanówmy się nad konkretami, skoro już o tej wyprawce szkolnej w wersji 2.0 sobie dywagujemy. Zatem, jakiego laptopa, smartfona i inny sprzęt, choć nie tylko warto kupić? Jeśli faktycznie szukamy odpowiedzi na powyższe pytanie, to polecam poświęcić chwilę na lekturę naszego serwisu i jego konkretnych działów tematycznych. Znaleźć tam można polecany sprzęt do konkretnych zastosowań i to w konkretnej kwocie, a poleceniom tym spokojnie można ufać - stoją za nimi dziennikarze od lat grzebiący w technologii na potęgę. Coby jednak nie być gołosłownym, lecimy ze sprzętem, na który warto wydać kilka złotych!

Jaki smartfon do szkoły? Jaki smartfon dla dziecka?

Czas na odpowiedź kontrowersyjną (ale czy na pewno?) - każdy, byle sprawny. Każdy, dosłownie - każdy sprawny smartfon z niskiej średniej półki, taki co kosztuje około 1000 zł, a czasem i 800, a czasem nawet i 1500 zł da radę jako pomoc w nauce. Wystarczy by był dość szybki, miał przyzwoity aparat i kamerkę przednią, spory ekran (duży sprzęt trudniej zgubić i łatwiej odnaleźć w plecaku) i baterię, co ten jeden dzień łupania w gierki i TikToki wytrzyma. Ja bym postawił na takie na ten przykład POCO X3 Pro czy inne Xiaomi. Ino, ja się nie znam - po konkrety zapraszam do poczytania tekstów w naszym dziale MOBILE.

Jaki laptop do nauki?

Postawmy na konkrety, niech będzie krótko i zwięźle. Opcja ekonomicznie rozsądna - HP 255 G7 - 8 GB pamięci RAM, 256 GB dysk SSD, procesor AMD Ryzen 3200 UU, jakaś tam karta graficzna i wszystkie potrzebne porty. Przyzwoity sprzęt w dobrych pieniądzach. Jeśli szukamy czegoś jeszcze nie na wypasie, ale o większych możliwościach - Acer Aspire 5 (NX.A18EP.005). Tu mamy procesor Intel Core i5 - 1135G7, 8 GB pamięci RAM, 512 GB dysk SSD, dobry ekran IPS i całkiem przyzwoitą wagę. I to tyle, po konkrety odsyłam do odpowiedniego działu w naszym serwisie.

Jakie łącze internetowe?

Tu sprawa jest prosta, choć zależna od czynników zewnętrznych. Łącze powinno być szybkie i stabilne, ale jeśli ktoś nie ma możliwości - ze względów lokalizacyjnych - podpięcia się do sieci po kablu i korzystania z usług jednego z wiodących dostawców w kraju - spokojnie wystarczy mu router Wi-Fi i karta SIM oferująca internet LTE. W zasadzie każdy operator ma coś takiego w ofercie i jedyne na co warto zwrócić uwagę to transfer.

Umówmy się, że zaczynamy rozmawiać od jakichś 100 GB miesięcznie, choć optymalne byłoby tak z 500 GB - pozwoli to dziecku na uczestniczenie w zdalnych lekcjach, pozwoli pograć po godzinach, a i Netflixa uciągnie. A i ten, przed wyborem mobilnych rozwiązań warto sprawdzić, jaki mamy zasięg i osiągane prędkości, co może być przysłowiowym wąskim gardłem internetu mobilnego.

Jeśli mamy możliwość założenia stałego łącza idźmy w coś o szybkości na poziomie minimum 300 Mb/s. Jasne, 100 Mb/s też da radę, ale może się czasem zakrztusić tu i ówdzie. Co do prędkości wysyłania, 25 Mb/s będzie taka, hmm, okej. Reasumując, im szybciej tym lepiej, tym bardziej, że ceny wariantów stałego łącza na poziomie 1 Gb/s prędkości pobierania jakoś drastycznie nie różnią się od tych za łącze powiedzmy w okolicach wspomnianych minimalnych 300 Mb/s. 

Ile kosztuje internet stacjonarny w Polsce

Jaki tablet do szkoły i nauki?

Przydatność tabletów z Androidem w czasach ponad 6-calowych, bardzo przyzwoitych smartfonów za 1000 zł jest w mojej ocenie wysoce dyskusyjna… Dlatego też, jeśli ktoś z jakichś powodów szuka tabletu do nauki to niech bierze iPada Air. Na pewno będzie zadowolony. Chyba, że stwierdzi, że jest za drogi i nie kupi żadnego tabletu. W takiej sytuacji, też będzie zadowolony, bo nie wyda kasy bez sensu, hej!

Od technologii nie ma odwrotu!

Bez względu na to, czy dzieciaki będą od września normalnie uczęszczały do szkół, a studenci od października wrócą na uniwersytety i uczelnie wszelkiej proweniencji, wyprawka szkolna 2.0 to znak naszych czasów. Wybierając zatem, obok zeszytów i plecaków, laptopa i inny cyfrody szpej kierujmy się najprostszą zasadą pod słońcem, znaną od lat dzieciom dawnej klasy robotniczej. Nie oszczędzajmy kupując tanie sprzęty, takie wiecie, marketówki wątpliwej jakości. 

Pamiętajmy, że elektronika może (i powinna!) służyć przez kilka ładnych lat, wybierajmy więc urządzenia o rozsądnym stosunku ceny do możliwości opierając wybór na potrzebach naszych bądź naszych dzieci i elastyczności naszego portfela. To jak z samochodami, nie każdy musi jeździć Lambo, ale Pasek B5 w TDI od Niemca to też dziś już średnia opcja.

Komentarze

1
Zaloguj się, aby skomentować
avatar
Komentowanie dostępne jest tylko dla zarejestrowanych użytkowników serwisu.
  • avatar
    kkastr
    1
    Sposoby przekazywania informacji coraz wymyślniejsze. Ale treści coraz uboższe. Nic dziwnego, że został sentyment za "starą szkołą".